Yankee candle.
Od kiedy zaczęła się z nimi moja przygoda, mogę wyczarować sobie letni dzień w deszczowe popołudnie, mogę czuć magię rajskich kwiatów, egzotycznych owoców albo lodów i ciasteczek bez zbędnej obawy że zaraz coś spałaszuję ;)
Kolorowe i cudownie skomponowane świece zapachowe made in USA.
Biją na głowę wszystkie pseudo - świeczki aromatyzowane i podgrzewacze jakie kiedykolwiek zapalałam. Yankee są po prostu genialne!
I choć na rynku są już ponad 10 lat, to ja jestem w nich zakochana dopiero od nieco ponad 2-óch ;) Wybór jest ogromny, każdy może znaleźć coś dla siebie, na poprawę nastroju, na ciepły, letni wieczór, na domowe spotkanie ze znajomymi czy romantyczny wieczór we dwoje. Kuszą zarówno wielkie słoje pełne pachnącego wnętrza, jak i mniejsze samplery czy rokoszne woski w sam raz do kominka;) Ja preferuję woski, bo stwarzają możliwość poznawania wciąż to nowych zapachów bez konieczności składowania wypalonych w części słoików;)
Oczywiście mam już swoich ulubieńców, którym nie mogę się oprzeć będąc na zakupach w YC;) I choć uwielbiam poznawać nowe odsłony tych magicznych słoiczków, to jednak dość często wracam po sprawdzone aromaty, które nigdy nie zawiodły! I tak, wśród moich Najj najj są - Bahama Breeze, Pink Dragon Fruit, Pineapple Cilantro, Pink Sands, Clean Cotton, Black Cherry, Margharita Time, Summer Scoop .... Może już wystarczy ;)
ale warto zawsze mieć pod ręką jakiś mały wosk, który zaczaruje niejedną wieczorną chwilę... Ukradziona, otulona magią zapachu będzie tego warta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz