sobota, 11 kwietnia 2015

kraina dzieciństwa - fiołki




Gdyby każdy z nas miałby wymienić kilka najpiękniejszych w swoim życiu 
lat, dni i chwil, 
tych, które trzyma gdzieś w zakamarkach duszy,
tych, które pozostawiły po sobie jedynie dobre wspomnienia
Kilka takich stanów umysłu, ducha i ciała...
Ludzi, rzeczy i miejsc ...
Pór roku, smaków i zapachów
wywołujących szczery uśmiech i radość duszy 
to...

Założę się, że z pewnością jest COŚ, co łączy te wszystkie rzeczy ...
a jest to nic innego, jak ...
d z i e c i ń s t w o 
i nie chcę pisać tych wszystkich cudownościach jakie nas wtedy spotykały, 
było o tym wiele dobrych tekstów... jak choćby z bloga Venila Kostis http://venilakostis.com/dziecinstwo-w-latach-90/
czy inne podobne... ♥ 
Bo każdy z nas ma takie chwile ze swojego dzieciństwa,
które są jedyne i niepowtarzalne tylko dla niego... 
I ja również mam tych wspomnień całe niezliczone "biliony-trylionów"                (jak to się mawiało w dzieciństwie :) 

A dziś chciałam tylko wspomnieć o jednej, malutkiej wiosennej namiastce dzieciństwa - a mianowicie... o wyprawach na fiołki ♥ 




Wiosną jak co roku, razem z całym tabunem koleżanek z osiedla, 
wyprawiałyśmy się z siostrą na fiołki do pobliskiego parku :)
Oczywiście, starsze trzymały się razem, młodsze razem no bo gdzie tam takie "doświadczone" zbieraczki kwiatków do tych "dzieciaków" :)
Wyprawy trwały dość długo, niemal całe dnie, czasem połączone były z dość szalonymi przygodami (tak to w parkach bywa :)
Ale najlepszy był i tak powrót do D O M U 
i nieodłączny element jakim było rozłożenie przez Mamę "bukietów" do małych kieliszków (a jakże! Nie było mowy o żadnych tam mini-wazonikach! :) 
i rozkoszowanie się tym cudownym zapachem przez kilka następnych dni !!! 

I ja dziś postanowiłam wyruszyć na swoją mini-wyprawę po fiołki właśnie 
a na ich widok powróciły wszystkie fiołkowe wspomnienia tamtych wiosen :) 

Zachęcam do wyjścia do lasu, parku, 
gdziekolwiek... Rozejrzyjcie się wokół, 
popatrzcie inaczej... A może to właśnie tam odnajdziecie swoje własne wspomnienia z dzieciństwa ! 











niedziela, 5 kwietnia 2015


Ks. Jan Twardowski

Wielkanocny pacierz


Nie umiem być srebrnym aniołem
ni gorejącym krzakiem
tyle zmartwychwstań już przeszło
a serce mam byle jakie.
Tyle procesji z dzwonami
tyle już Alleluja
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.
Wiatr gra mi na kościach mych psalmy
jak na koślawej fujarce
żeby choć papież spojrzał
na mnie - przez białe swe palce.
Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.
I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.
Pyszczek położy na ręku
sumienia wywróci podszewkę
serca mego ocali
czerwoną chorągiewkę.

Po świątecznym śniadaniu, Chill ZET. Cudnie gra.
I post! I wiersz nawet. A w nim troszkę zadumy, refleksji... 
A co za tym idzie, mały powrót do pisania, mam nadzieję, że tym razem częściej, lepiej i nie raz na rok bo cóż co wtedy jest za blog, to raczej jak zakurzony pamiętnik wyciągany z szuflady, ale nawet w nim pisałam niemal codziennie...
Tak więc postanowienie poprawy, mała pokuta, chwila zatrzymania się, zapisania, ukojenia duszy.