środa, 20 maja 2015

poetów świat cz. 1

O wierszach słów kilka, o poezji.
Tamtej dziewczynie, 
którą w głębi duszy nadal jestem.

Poetów świat był na wiele lat zapomniany, 

odłożony na później... a przecież tak kiedyś bliski.
Świat ten pełen zaklęć i słów, 
niezrozumiałych symboli i metafor,
a w nim  - romantycy, patrioci,
artyści, buntownicy, często outsaiderzy. 


Te zaszyfrowane wersy,
emocje i niedopowiedzenia
a moja głowa dzięki nim pełna rozmyślań, 
w duszy młodzieńcza ciekawość ich spojrzenia na życie
a później już tylko niekończące się natchnienie
i bezsenne nieletnie noce spędzone nad kartką papieru...
A to wszystko po to,
aby wyrazić siebie. 


Pisałam kiedyś mnóstwo wierszy 
(lub czegoś, co wydawało mi się być wierszami)
Całe stosy, całe zeszyty. 
Po prostu czułam, że muszę ubrać swoje emocje w słowa, 
które tylko mi wydawały się zrozumiałe.
Słowa - klucze, które  pomogły mi wtedy odnaleźć mi się w życiu.
Pozbierać wszystko co wtedy miałam i poukładać po swojemu. 

Zastanawiam się teraz, czy każdy w życiu napisał choć jeden wiersz ?
(prócz tego, który KTOŚ KAZAŁ napisać w szkole ?) - ten się nie liczy ! :)

Wracając do poezji, to wspomnieć muszę okres mojego
"buntu młodzieńczego", 
lecz raczej w pozytywnym jego znaczeniu !
Bo choć miałam swoje "odchyły od normy" 
to ogólnie świat wokół mnie nie wydawał mi się wrogi, obcy i zły.
Ze mną było zupełnie na odwrót !
Wszystko wtedy było dla mnie piękne, proste, łatwe i dobre.
(oczywiście pomijając takie rzeczy jak klasówki, nauczycieli, nieprzygotowania,  pały z matematyki, szlabany za złe oceny, małe kieszonkowe i sobotniego kaca :)


Marzyciele, poeci, muzycy. Tacy wtedy byliśmy.
Poeci ? - ktoś zapyta.
No właśnie...

Wszystkie tamte szczere rozmowy i nasze marzenia, 
wspólne chwile i przyjaźń
skierowały nas ku jednemu - do fascynacji poezją, 
do świata wierszy 
do tragicznych postaci, poetów-wyklętych (również)
i etosów prawdziwych bohaterów.

Mieliśmy dostęp do wierszy głównie ze szkolnej biblioteki..
Nie żadne tam "Internety" ... :) - kto to miał !?
Więc wypożyczaliśmy kolejne pozycje, 
zainteresowanie rosło.

Ten świat wciągnął nas niespodziewanie 
(podobnie zresztą jak świat muzyki, koncertów, wiecznych balang i wagarów)
i zatoczył szerokie koło  - zanim potrafiliśmy sami,
zanim próbowaliśmy i my.

Więc i ja pisałam i tworzyłam rzeczywistość, której nikt nie mógł zrozumieć
do której dostęp miałam tylko Ja.
Wymyśliłam sobie nawet, że kiedyś ...(wtedy to dla mnie była bardzo odległa przyszłość, której nie potrafiłam sobie tak naprawdę wyobrazić)
- kiedy już będę mieszkać w stolicy
wielki świat tego miasta przygarnie mnie i moje wiersze
oddam je do wydawnictwa
będę rozsyłać to tu to tam...
I będę miała własny tomik poezji. 
Aha....
Figa.

Wiem doskonale gdzie dzisiaj leżą,
dokładnie tam, gdzie odłożyłam tą dobrze mi znaną stertę kartek i notatek
kiedy napisałam WTEDY OSTATNI.

Szkoła się skończyła.
Poeci rozjechali się po świecie...
Życie zawirowało, zastygło, zatrzęsło...
Przestałam pisać,
przestałam czytać poezję

I tak poetów świat odszedł gdzieś w zapomnienie ...
Chociaż to przecież właśnie słowo zostaje 
więc zostały na zawsze tamte myśli i uczucia
złe i dobre
na zawsze 
tam, gdzie schowałam wersy dobrze mi znane,
zaczarowane. 



sobota, 9 maja 2015

upiększanie zwyczajności. O vintage i nie tylko.

Napisać, co czuję?
Otóż, uwielbiam rustykalność form, 
wiejską prostotę detali ukrytych gdzieś w zakamarkach domów i miejsc...
Oglądam się za tym wszędzie,
zamyślam się
i zanurzam w tej fascynacji.
Kocham upiększać świat własnymi oczami i spojrzeniem na wszystko wokół inaczej...

Czyż dzisiaj nie wzbudzają sentymentalnej podróży w czasie widoki takie jak :

stary dzban wypełniony sokiem z malin, 
drewniane łyżki przypalone od powideł,
fotografie naszych Dziadków kiedy byli młodzi, 
wstążeczka zachowana z tamtych lat, 
kolorowa misa pełna czereśni, 
latarenka zawieszona pod daszkiem na ganku, 
poupychane w szafach lniane obrusy (ile pamiętają rodzinnych spotkań!), 
ręcznie malowana porcelana (a niech będzie i ta z pękniętym uchem) ...

To wszystko, co  może niektórym wydaje się takie proste i zwyczajne,
choć pewnie w głębi duszy wiedzą, że jest to coś nadzwyczaj swojskiego, 
co przywołuje miłe wspomnienie i ukłucie w sercu, 
rzeczy przywołujące  sny o lekkości czasu i miejsc,
 w których godziny płyną niespiesznie..
Ale czy my -"pokolenie Ikea" jeszcze coś takiego zauważamy ...?

Od zawsze była we mnie ciekawość życia na wsi, otaczającej natury, 
miłość do magicznych rzeczy poupychanych na półkach babcinego kredensu,
szpule nawiniętych nici i puzderka pełne guzików,
życie gdzieś daleko od zgiełku i pogoni za sukcesem, pieniędzmi
oraz pasja słuchania historii  prostych ludzi i widok ich spracowanych rąk ...
A widzieliście, że oni zawsze są uśmiechnięci i wydają się być szczęśliwi ? 


Zostawiłam więc w sobie tę tęskonotę za domem pośród pól i łąk,
a wraz z nią, obraz starych jabłoni i wiśni "szklanek",
tęsknotę za smakiem wojskowego chleba 
i ciepła od pieca w zimowe wieczory ...
Za szeptem różańca odmawianego po zmroku, 
brzękiem owadów zlatujących się wieczorem do kuchennej lampy,
chabrami pod krzywym płotem i kurzem na leśnej ścieżce,
zapachem pieczonych ziemniaków wybieranych z popiołu, 
za ciszą i życiem w zgodzie z porami roku, 
dnia i nocy....

I choć dziś, w tym momencie życia, mieszkam w wielkim mieście,
gdzie niemal każdy dzień zdominował pęd czasu (a w zasadzie jego ciągły brak)  
to jednak ciągle mam w sobie fascynację tym
co przedziwnie rustykalne, piękne, delikatne, 
naturalne i pierwotne. 
Co wyniosłam z tych właśnie wspomnień.
Bo wierzę też, że to pozytywne wspomnienia kształtują w przyszłości
naszą wrażliwość.
Nasze małe "ja". 

Teraz, w codziennym życiu, często inspiracja do wielu rzeczy przychodzi do mnie właśnie z najprostszych miejsc i widoków. 
Z zapachu ogrodu, kolorami warzyw, zachodami  słońca. 
Dlatego tak bliski jest mi ten styl  - wiejski, trochę vintage, prowansalski, małomiasteczkowy ale jednocześnie gustowny, choć niewyrafinowany. 



Miękko, przytulnie, świeże kwiaty w wazonach, wokół ceramika i drewno...
Możesz poczuć się dobrze, ale tylko wtedy, gdy docenisz małe przyjemności jakie Cię spotykają ...
Przychodzisz ze spaceru, parzysz kawę , nalewasz ją do porcelanowych filiżanek, wyjmujesz zakupy prosto od lokalnych producentów, kroisz zioła z ogrodu, wkładasz pachnące peonie do wazonu a potem mieszasz ciasto drewnianą łyżką, które za chwilę pachnie w całym domu...

Wspomnienia i pragnienia.  Uśmiechy i wzruszenia. Celebrowanie miejsc.
Powolne spacery o zmierzchu i świcie kiedy rosa moczy stopy. 
Wypatrywanie bocianów, zbieranie kwiatów lipy, wekowanie przetworów na  zimę.
Nie chciałabym, aby o tym zapomniano...



Tajemnica i obietnica. 
Marzenie i oczekiwanie. 
Podróż w przeszłość pełną dobrych wspomnień.
 Kolory i zapachy. 
Smaki i chwile. 
Chwile pełne miłości do życia.