Tamtej dziewczynie,
którą w głębi duszy nadal jestem.
Poetów świat był na wiele lat zapomniany,
odłożony na później... a przecież tak kiedyś bliski.
Świat ten pełen zaklęć i słów,
niezrozumiałych symboli i metafor,
a w nim - romantycy, patrioci,artyści, buntownicy, często outsaiderzy.
Te zaszyfrowane wersy,
emocje i niedopowiedzenia
a moja głowa dzięki nim pełna rozmyślań,
w duszy młodzieńcza ciekawość ich spojrzenia na życiea później już tylko niekończące się natchnienie
i bezsenne nieletnie noce spędzone nad kartką papieru...
A to wszystko po to,
aby wyrazić siebie.
Zastanawiam się teraz, czy każdy w życiu napisał choć jeden wiersz ?
(prócz tego, który KTOŚ KAZAŁ napisać w szkole ?) - ten się nie liczy ! :)
aby wyrazić siebie.
Pisałam kiedyś mnóstwo
wierszy
(lub czegoś, co wydawało mi się być wierszami)
Całe stosy, całe zeszyty.
Po prostu czułam, że muszę ubrać swoje emocje w słowa,
Całe stosy, całe zeszyty.
Po prostu czułam, że muszę ubrać swoje emocje w słowa,
które tylko mi wydawały się zrozumiałe.
Słowa
- klucze, które pomogły mi wtedy odnaleźć mi się w życiu.
Pozbierać wszystko co wtedy miałam i poukładać po swojemu.
Pozbierać wszystko co wtedy miałam i poukładać po swojemu.
(prócz tego, który KTOŚ KAZAŁ napisać w szkole ?) - ten się nie liczy ! :)
Wracając do poezji, to wspomnieć muszę okres mojego
"buntu młodzieńczego",
lecz raczej w pozytywnym jego znaczeniu !
Bo choć miałam swoje "odchyły od normy"
to ogólnie świat wokół mnie nie wydawał mi się wrogi, obcy i zły.
Ze mną było zupełnie na odwrót !
Wszystko wtedy było dla mnie piękne, proste, łatwe i dobre.
(oczywiście pomijając takie rzeczy jak klasówki, nauczycieli, nieprzygotowania, pały z matematyki, szlabany za złe oceny, małe kieszonkowe i sobotniego kaca :)
Marzyciele, poeci, muzycy. Tacy wtedy byliśmy.
Poeci ? - ktoś zapyta.
No właśnie...
Wszystkie tamte szczere rozmowy i nasze marzenia,
wspólne chwile i przyjaźń
skierowały nas ku jednemu - do fascynacji poezją,
do świata wierszy
do tragicznych postaci, poetów-wyklętych (również)
i etosów prawdziwych bohaterów.
Mieliśmy dostęp do wierszy głównie ze szkolnej biblioteki..
Nie żadne tam "Internety" ... :) - kto to miał !?
Więc wypożyczaliśmy kolejne pozycje,
zainteresowanie rosło.
Ten świat wciągnął nas niespodziewanie
(podobnie zresztą jak świat muzyki, koncertów, wiecznych balang i wagarów)
i zatoczył szerokie koło - zanim potrafiliśmy sami,
zanim próbowaliśmy i my.
Więc i ja pisałam i tworzyłam rzeczywistość, której nikt nie mógł zrozumieć
do której dostęp miałam tylko Ja.
Wymyśliłam sobie nawet, że kiedyś ...(wtedy to dla mnie była bardzo odległa przyszłość, której nie potrafiłam sobie tak naprawdę wyobrazić)
- kiedy już będę mieszkać w stolicy
wielki świat tego miasta przygarnie mnie i moje wiersze
oddam je do wydawnictwa
będę rozsyłać to tu to tam...
I będę miała własny tomik poezji.
Aha....
Figa.
Wiem doskonale gdzie dzisiaj leżą,
dokładnie tam, gdzie odłożyłam tą dobrze mi znaną stertę kartek i notatek
kiedy napisałam WTEDY OSTATNI.
Szkoła się skończyła.
Poeci rozjechali się po świecie...
Życie zawirowało, zastygło, zatrzęsło...
Przestałam pisać,
przestałam czytać poezję
I tak poetów świat odszedł gdzieś w zapomnienie ...
Chociaż to przecież właśnie słowo zostaje
więc zostały na zawsze tamte myśli i uczucia
złe i dobre
na zawsze
tam, gdzie schowałam wersy dobrze mi znane,
zaczarowane.

