sobota, 9 maja 2015

upiększanie zwyczajności. O vintage i nie tylko.

Napisać, co czuję?
Otóż, uwielbiam rustykalność form, 
wiejską prostotę detali ukrytych gdzieś w zakamarkach domów i miejsc...
Oglądam się za tym wszędzie,
zamyślam się
i zanurzam w tej fascynacji.
Kocham upiększać świat własnymi oczami i spojrzeniem na wszystko wokół inaczej...

Czyż dzisiaj nie wzbudzają sentymentalnej podróży w czasie widoki takie jak :

stary dzban wypełniony sokiem z malin, 
drewniane łyżki przypalone od powideł,
fotografie naszych Dziadków kiedy byli młodzi, 
wstążeczka zachowana z tamtych lat, 
kolorowa misa pełna czereśni, 
latarenka zawieszona pod daszkiem na ganku, 
poupychane w szafach lniane obrusy (ile pamiętają rodzinnych spotkań!), 
ręcznie malowana porcelana (a niech będzie i ta z pękniętym uchem) ...

To wszystko, co  może niektórym wydaje się takie proste i zwyczajne,
choć pewnie w głębi duszy wiedzą, że jest to coś nadzwyczaj swojskiego, 
co przywołuje miłe wspomnienie i ukłucie w sercu, 
rzeczy przywołujące  sny o lekkości czasu i miejsc,
 w których godziny płyną niespiesznie..
Ale czy my -"pokolenie Ikea" jeszcze coś takiego zauważamy ...?

Od zawsze była we mnie ciekawość życia na wsi, otaczającej natury, 
miłość do magicznych rzeczy poupychanych na półkach babcinego kredensu,
szpule nawiniętych nici i puzderka pełne guzików,
życie gdzieś daleko od zgiełku i pogoni za sukcesem, pieniędzmi
oraz pasja słuchania historii  prostych ludzi i widok ich spracowanych rąk ...
A widzieliście, że oni zawsze są uśmiechnięci i wydają się być szczęśliwi ? 


Zostawiłam więc w sobie tę tęskonotę za domem pośród pól i łąk,
a wraz z nią, obraz starych jabłoni i wiśni "szklanek",
tęsknotę za smakiem wojskowego chleba 
i ciepła od pieca w zimowe wieczory ...
Za szeptem różańca odmawianego po zmroku, 
brzękiem owadów zlatujących się wieczorem do kuchennej lampy,
chabrami pod krzywym płotem i kurzem na leśnej ścieżce,
zapachem pieczonych ziemniaków wybieranych z popiołu, 
za ciszą i życiem w zgodzie z porami roku, 
dnia i nocy....

I choć dziś, w tym momencie życia, mieszkam w wielkim mieście,
gdzie niemal każdy dzień zdominował pęd czasu (a w zasadzie jego ciągły brak)  
to jednak ciągle mam w sobie fascynację tym
co przedziwnie rustykalne, piękne, delikatne, 
naturalne i pierwotne. 
Co wyniosłam z tych właśnie wspomnień.
Bo wierzę też, że to pozytywne wspomnienia kształtują w przyszłości
naszą wrażliwość.
Nasze małe "ja". 

Teraz, w codziennym życiu, często inspiracja do wielu rzeczy przychodzi do mnie właśnie z najprostszych miejsc i widoków. 
Z zapachu ogrodu, kolorami warzyw, zachodami  słońca. 
Dlatego tak bliski jest mi ten styl  - wiejski, trochę vintage, prowansalski, małomiasteczkowy ale jednocześnie gustowny, choć niewyrafinowany. 



Miękko, przytulnie, świeże kwiaty w wazonach, wokół ceramika i drewno...
Możesz poczuć się dobrze, ale tylko wtedy, gdy docenisz małe przyjemności jakie Cię spotykają ...
Przychodzisz ze spaceru, parzysz kawę , nalewasz ją do porcelanowych filiżanek, wyjmujesz zakupy prosto od lokalnych producentów, kroisz zioła z ogrodu, wkładasz pachnące peonie do wazonu a potem mieszasz ciasto drewnianą łyżką, które za chwilę pachnie w całym domu...

Wspomnienia i pragnienia.  Uśmiechy i wzruszenia. Celebrowanie miejsc.
Powolne spacery o zmierzchu i świcie kiedy rosa moczy stopy. 
Wypatrywanie bocianów, zbieranie kwiatów lipy, wekowanie przetworów na  zimę.
Nie chciałabym, aby o tym zapomniano...



Tajemnica i obietnica. 
Marzenie i oczekiwanie. 
Podróż w przeszłość pełną dobrych wspomnień.
 Kolory i zapachy. 
Smaki i chwile. 
Chwile pełne miłości do życia.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz