niedziela, 5 kwietnia 2015


Ks. Jan Twardowski

Wielkanocny pacierz


Nie umiem być srebrnym aniołem
ni gorejącym krzakiem
tyle zmartwychwstań już przeszło
a serce mam byle jakie.
Tyle procesji z dzwonami
tyle już Alleluja
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.
Wiatr gra mi na kościach mych psalmy
jak na koślawej fujarce
żeby choć papież spojrzał
na mnie - przez białe swe palce.
Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.
I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.
Pyszczek położy na ręku
sumienia wywróci podszewkę
serca mego ocali
czerwoną chorągiewkę.

Po świątecznym śniadaniu, Chill ZET. Cudnie gra.
I post! I wiersz nawet. A w nim troszkę zadumy, refleksji... 
A co za tym idzie, mały powrót do pisania, mam nadzieję, że tym razem częściej, lepiej i nie raz na rok bo cóż co wtedy jest za blog, to raczej jak zakurzony pamiętnik wyciągany z szuflady, ale nawet w nim pisałam niemal codziennie...
Tak więc postanowienie poprawy, mała pokuta, chwila zatrzymania się, zapisania, ukojenia duszy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz