Ks. Jan Twardowski
Wielkanocny pacierz
Nie umiem być srebrnym aniołem
ni gorejącym krzakiem
tyle zmartwychwstań już przeszło
a serce mam byle jakie.
ni gorejącym krzakiem
tyle zmartwychwstań już przeszło
a serce mam byle jakie.
Wiatr gra mi na kościach mych psalmy
jak na koślawej fujarce
żeby choć papież spojrzał
na mnie - przez białe swe palce.
jak na koślawej fujarce
żeby choć papież spojrzał
na mnie - przez białe swe palce.
Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.
przez chmur zabite wciąż deski
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.
I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.
jak złoty kamyk z procy
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.
Pyszczek położy na ręku
sumienia wywróci podszewkę
serca mego ocali
czerwoną chorągiewkę.
sumienia wywróci podszewkę
serca mego ocali
czerwoną chorągiewkę.
Po świątecznym śniadaniu, Chill ZET. Cudnie gra.
I post! I wiersz nawet. A w nim troszkę zadumy, refleksji...
A co za tym idzie, mały powrót do pisania, mam nadzieję, że tym razem częściej, lepiej i nie raz na rok bo cóż co wtedy jest za blog, to raczej jak zakurzony pamiętnik wyciągany z szuflady, ale nawet w nim pisałam niemal codziennie...
Tak więc postanowienie poprawy, mała pokuta, chwila zatrzymania się, zapisania, ukojenia duszy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz